poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Nastrój

Czasami jest tak, że nie potrafimy oddzielić muzyki od myśli, skojarzeń. Słyszymy daną melodię i od razu pojawiają się obrazy, wspomnienia, wyobrażenia.

Właśnie siedzę nad brzegiem morza a wiatr niespiesznie i delikatnie szarpie lustro wody. Powietrze jest ciepłe i wilgotne. Jest przyjemnie, hipnotycznie. Patrzę na fale tak jak kiedyś patrzyło się na ogień w kominku. Możesz tak siedzieć godzinami nie czując mijającego czasu. Dopiero, gdy otrząśniesz się z tego zaczarowania spostrzegasz, że w powietrzu jest coś niepokojącego. Ulotność tej chwili jest tak przemożna, że jak Faust chciałbyś powiedzieć „chwilo, jak pięknaś! O, nadal trwaj! Nie uchodź mi!”

Ale wiesz, że kolej rzeczy jest nieubłagana i strach zaczyna gościć w twoim sercu.

Pamiętam moment, kiedy pierwszy raz zobaczyłem polskie morze. Nigdy więcej morze nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Stałem zamurowany przez dobre pół godziny. Szum był tak głośny, że uśmiercił wszystkie myśli a ja stałem poddając się ruchowi fal. Wieczór był chłodny. Widać było tylko łunę po słońcu, które schowało się za widnokręgiem a ja miałem wrażenie, że jestem sam na plaży i biorę udział w czymś wielkim i niepowtarzalnym. Mimo tego, że to był dopiero początek wakacji chciałem zatrzymać tą chwilę.

Siedzę teraz przed komputerem, słucham „Sei de um Rio” i czuję jak woda obmywa mi nogi.

Miałem pisać o oliwkach a piszę o muzyce… Obiecuje, że się poprawie. Następny wpis o oliwkach! Będzie ciekawie. Oliwki mają w sobie coś magicznego prawie jak pokarm bogów…

Kto powiedział, że trzeba od razu na temat? Kierkegaard też zaczynał od budowania nastroju, więc czuję się rozgrzeszony 