poniedziałek, 3 maja 2010

Oliwki

Tak jak trudno wyobrazić sobie polską kuchnię bez ziemniaków lub kaszy gryczanej tak trudno wyobrazić sobie kuchnię hiszpańską bez oliwek.

Oliwki mają w sobie coś magicznego, tajemniczego. Proces zbierania oliwek, przetwarzania ich, produkcja oliwy, tradycja, długowieczność drzew oliwnych, biblijne odniesienia sprawiają, że traktujemy oliwki na równi z winogronami a oliwę z winem.
Zresztą tych podobieństw jest więcej. Sama długowieczność drzew i to, że przynoszą owoce dopiero po dziesięciu latach sprawia, że produkcja oliwek jest zajęciem, które wymaga ogromniej pracy kilku pokoleń.
Żadna roślina jednak nie zyskałaby takiego uznania gdyby nie szły za nią ogromne wartości kulinarne.
A tych oliwki mają bardzo wiele.
Poza podstawowym przeznaczeniem oliwek, jakim jest produkcja oliwy (tylko ok. 10% zebranych oliwek przeznacza się bezpośrednio do zjedzenia) wykorzystywane są w kuchni, jako dodatki do wielu potraw i przekąsek. I to zastosowanie najbardziej nas obecnie interesuje :-)


Ze względu na moment zbioru i sposób przygotowania oliwki można podzielić na:
• Zielone - uzyskiwane z niedojrzałych owoców zbieranych w momencie, gdy osiągną pożądany rozmiar.
• Naturalnie czarne – uzyskiwane z owoców w pełni dojrzałych bądź tuż przed okresem dojrzewania. Ich barwa wacha się od czerwonej lub zielonkawo czarnej do fioletowej lub ciemnobrązowej.
• Czarne oksydowane – uzyskiwane z naturalnie czarnych owoców, dodatkowo czernionych w procesie oksydacji.
• Faszerowane – oliwki bez pestek w miejsce, których umieszczone zostało nadzienie. Ograniczeniem jest tutaj jedynie wyobraźnia.
Najczęściej spotykane faszerowane oliwki to:

• oliwki nadziewane papryką
• oliwki nadziewane anchois
• oliwki nadziewane migdałami
• oliwki nadziewane czosnkiem
• oliwki nadziewane szynką
• oliwki nadziewane łososiem lub tuńczykiem
• oliwki nadziewane serem żółtym lub pleśniowym

Oliwki są nieocenione podczas przygotowywania tapas. Mogą stanowić danie samo w sobie, jako na przykład oliwka nadziewana anchois lub jako składnik/ dodatek innych dań.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Nastrój

Czasami jest tak, że nie potrafimy oddzielić muzyki od myśli, skojarzeń. Słyszymy daną melodię i od razu pojawiają się obrazy, wspomnienia, wyobrażenia.

Właśnie siedzę nad brzegiem morza a wiatr niespiesznie i delikatnie szarpie lustro wody. Powietrze jest ciepłe i wilgotne. Jest przyjemnie, hipnotycznie. Patrzę na fale tak jak kiedyś patrzyło się na ogień w kominku. Możesz tak siedzieć godzinami nie czując mijającego czasu. Dopiero, gdy otrząśniesz się z tego zaczarowania spostrzegasz, że w powietrzu jest coś niepokojącego. Ulotność tej chwili jest tak przemożna, że jak Faust chciałbyś powiedzieć „chwilo, jak pięknaś! O, nadal trwaj! Nie uchodź mi!”

Ale wiesz, że kolej rzeczy jest nieubłagana i strach zaczyna gościć w twoim sercu.

Pamiętam moment, kiedy pierwszy raz zobaczyłem polskie morze. Nigdy więcej morze nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Stałem zamurowany przez dobre pół godziny. Szum był tak głośny, że uśmiercił wszystkie myśli a ja stałem poddając się ruchowi fal. Wieczór był chłodny. Widać było tylko łunę po słońcu, które schowało się za widnokręgiem a ja miałem wrażenie, że jestem sam na plaży i biorę udział w czymś wielkim i niepowtarzalnym. Mimo tego, że to był dopiero początek wakacji chciałem zatrzymać tą chwilę.

Siedzę teraz przed komputerem, słucham „Sei de um Rio” i czuję jak woda obmywa mi nogi.

Miałem pisać o oliwkach a piszę o muzyce… Obiecuje, że się poprawie. Następny wpis o oliwkach! Będzie ciekawie. Oliwki mają w sobie coś magicznego prawie jak pokarm bogów…

Kto powiedział, że trzeba od razu na temat? Kierkegaard też zaczynał od budowania nastroju, więc czuję się rozgrzeszony 